logo
 Pokrewne Indekskraszewski jĂłzef ignacy lalkiKraszewski JĂłzef Ignacy Jelitaspiewnik nirvanaMercedes Lackey & Ellen Guon Bedlam BoyzFranc Rozman ćÂŚlovek sem ustvarjamFerrarella_Marie_ _Milioner_i_dziennikarkaAntonio J Mendez & Malcolm McConnell The Master of Disguise (pdf)McMahon Barbara Wszystko od nowaHolzer Erika Oko za okoJames Blish Jack of Eagles
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • apo.htw.pl



  • [ Pobierz całość w formacie PDF ]

    przywykła wybiegać naprzeciw Tadeusza, nie odstępować go krokiem, służyć mu;
    teraz, wstrzymana wstydem, co się odezwał w sercu, wkleiła twarz w okno i patrzy
    niespokojna. Chciałaby pobiec do niego i nie śmie, i ciężko jej, niespokojnie, i tego
    gościa przeklina, , rada by go się pozbyć, lęka się go, przeczuwając, że obcy nic dla
    niej dobrego przynieść nie może.
    Tadeusz zobaczył ją, odwrócił się, zaczerwienił; August także domyślił się w tej
    kobiecie, czarnymi, świecącymi, płomienistymi patrzącej oczyma, kochanki przyja-
    ciela, Ulany. Stanął na progu i wlepił w nią oczy ciekawe, zdziwione; aż zapłoniła się
    pod nimi Ulana, spuściła głowę i odejść od okna musiała.
     W istocie piękna  rzekł August  ależ tyle po świecie piękniejszych!
    Tadeusz wchodząc w tej chwili we drzwi, wykrzykniku nie posłyszał.
    Cały dzień August bawił i Ulana pokazać się nie mogła; dwa czy trzy razy odbiegła
    z dziecinna ciekawością i wieszczą obawą do drzwi i uciekać musiała; Tadeusz na
    chwilkę przyszedł do niej. Ona naiwnie go pytała, niecierpliwiąc się:
     Kiedy on pojedzie?
     Nie wiem  odpowiedział Tadeusz zimno i skłopotany.
    A gdy wyszedł, szła za nim oczyma, duszą, żądzą, ciekawością, obawą i siadła
    smutna płakać. Na sercu jej było czegoś tęskno i ciężko.
    Nadszedł wieczór, August nie odjechał; we łzach padła na posłanie w swojej izdeb-
    ce i przy blasku rozpalonego na kominie ognia sama jedna, pierwszy od dawna wie-
    czór w samotnym spędziła dumaniu.
    A tam przyjaciele rozmawiali tak wesoło! Ich głosy dochodziły do uszu biednej
    Ulany, ich słowa dolatywały do niej, ale głosy były niepojęte i niezrozumiale słowa.
    Lękała się ich, nie pojmując. I nie myliło ja przeczucie. August namawiał Tadeusza,
    aby wyjechał z domu.
     Słuchaj  mówił mu  jeśli twoje przywiązanie oprze się roztargnieniu, rozłącze-
    niu, wrażeniom nowym, nie powiem słowa, wrócisz domu na dawniejsze życie. Będzie
    to dowód, że dla ciebie nie ma już innej nad tę przyszłość. Ale dlaczegóż lekarstwa nie
    spróbować, nie zmyć z siebie plamy? Ja jestem w drodze do Warszawy, nie chciałby-
    śże jej także zobaczyć po tylu latach?
    Tadeusz w końcu milczał; August naglił, ale tego wieczora jeszcze nic wymóc nie
    potrafi. Nie proszony zabawił w Jeziorze dzień drugi i z uporem przyjaciela o zba-
    wienności podawanej rady obstawał przy wyjezdzie, namawiał, naglił, zachęcał, prosił.
    Tadeusz coraz bardziej milczał, coraz mniej się wymawiał, nareszcie zaczął poka-
    zywać drobnostkowe trudności, które August łatwo usuwał.
     Jedziemy  rzekł ściskając go  musisz jechać.
     A cóż będzie z Ulaną?
     Nich na ciebie czeka! Zostaw ja choćby panią w domu samowładną...
     Ją tu będą prześladować!
     Znowu ci się marzy. Musisz jechać i mówię ci, że jedziesz ze mną.
     Jakże ja jej to powiem?
     Chcesz, to ja się podejmę?
     A! dajże pokój, to być nie może! Ja nie pojadę...
     Dałeś mi słowo, jedziesz! Na dwa tygodnie tylko!
    54
    Tadeusz wyszedł i wprost pobiegł do izdebki Ulany. Ona siedziała u okna i patrzyła
    przez nie, podparta na ręku, na błyszczące jezioro. Wzrok to był, co nie widzi, szklany,
    nieruchomy, a oczy łez pełne, co mimowolnie, nie postrzeżone, wylewały się z powiek
    i płynęły po twarzy.
    Gdy wszedł, zadrżała, ale się uśmiechnęła.
     A co? On pojechał?  zawołała.
     Nie  stanowczo odpowiedział Tadeusz  jeszcze nie, ale jedzie i ja z nim.
    Osłupiała.
     A ja?  spytała załamując ręce i podnosząc głowę.
     Ty zostaniesz tutaj; ja prędko wrócę  bełkotał, zbliżając się do niej, Tadeusz 
    Zostawiam cię tu panią domu, rozkażę, żeby ci wszyscy byli posłuszni.
    Ulana zakryła oczy rękoma, spuściła głowę i płacząc odezwała się:
     O! jak chcecie! Ja mogę wrócić, wrócić do chaty!
     Ale ja tego nie chcę. Cóż to ci się stało?  zawołał Tadeusz.  Ja powrócę prędko,
    za tydzień!
     Za tydzień! I to prędko?  spytała.
    Tadeusz strasznie cierpiał, płomienił się i nie wiedział, jak dalej kończyć poczętą
    rozmowę. Na szczęście wszedł Jakub i wydawanie rozkazów do drogi, dyspozycji do
    domu przerwało niebezpieczną rozmowę. Ulana odwróciła się do okna inne ruszyła
    więcej.
    Nazajutrz rano konie stały zaprzężone u ganku, a Tadeusz nie mógł się wyrwać
    jeszcze z uścisków prawie obłąkanej kobiety, która chciała, aby ja wziął ze sobą.
     Ja tu oszaleję  wołała  sama! Sama! Mnie tu zabiją! Ja nie wytrzymam!
    Na próżno uspokajał ja Tadeusz, obiecując prędki powrót: w ostatnim uścisku, jak-
    by przeczuwała inna przyszłość, uchwyciła go i trzymała talk silnie, że na głos Augu-
    sta ręce jej prawie jej gwałtem rozedrzeć musiał i spłakane całując oczy wybiegł.
    Głośny płacz gonił za nim, Ulana wybiec jednak nie śmiała, bała się obcego i ludz-
    kich oczu; tylko dopadła okna wychodzącego w dziedziniec, aby nie stracić z oczów
    Tadeusza. Serce jej mówiło, że nie wróci takim, jakim odjeżdża.
    A on? I on patrzał na nią. W tej chwili droższą mu była niż kiedy; przy rozstaniu
    podwaja się choćby gasnące przywiązanie i z nową wzmaga siłą, na krótko, prawda,
    ale niebezpiecznie. Często to wezbrane uczucie przeraża człowieka i grozi mu więk-
    szą, niż ma jej doznać, boleścią. Tadeusz smutny, chmurny, usiadł z Augustem, a
    wzrokiem żegnał biedną Ulanę, a sercem obiecywał sobie powrócić do niej prędko,
    bardzo prędko, jutro. Nie wiedział, że uczucie, którego doznał w tej chwili, rozrzucić
    miał po drodze, zostawić na brzegu samej podróży, rozsypać po trochu z upływający-
    mi chwilami, z doznanymi wrażeniami, z nowymi widoki.
    A nim przyszedł wieczór, już półuśmiech dawno nie widziany igrał na ustach Tade-
    usza; poczciwy August opowiadaniem żywym rozrywał go. zmuszał do zapomnienia o [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • aureola.keep.pl