logo
 Pokrewne Indeks16. Evanovich Janet Namiętności 16 ZnĂłw do sypialni39. Douglas Gail Namiętności 39 Dama w TeksasieCecily von Ziegesar Wiem, Ĺźe mnie kochacieDrapella Hubert A gdy mnie trafi kula jakaMaxwell Megan Proś mnie, o co chcesz 01Douglas_Gail_ _Namiętności_39_ _Dama_w_TeksasieRose Emilie Zakazana namiętnośćJoe Alex Piekło jest we mnie=03= Imperium rodzinne Morgan Raye POCAŁUJ KRÓLOWĄHohl Joan Swiateczne pojednania
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ewagotuje.htw.pl



  • [ Pobierz całość w formacie PDF ]

    dopiero co odzyskanej akceptacji, na zasłużonych pochwałach za jej
    wiedzę, na uczuciu, że nareszcie gdzieś pasuje. Odsunęła Sama na bok,
    ich miłość, ich przyszłość. Była egoistką. Podekscytowana wyzbyciem
    się dawnych zmor, deptała jego uczucia, jego miłość do niej.
    Była powodem bólu, widocznego w jego oczach. Była powodem
    dzwięczącej w jego głosie porażki. I teraz go nie ma.
     Och Sam, tak mi przykro  powiedziała w przestrzeń.  Wróć,
    proszę. Wróć do domu i pocałuj mnie znowu, Sam. Proszę cię. Tak
    bardzo cię przepraszam.
    Azy popłynęły strumieniem i Austin nie próbowała ich wcale
    powstrzymać. Płakała i płakała, dostawała czkawki i płakała od nowa.
    Ale nawet pochlipując, nasłuchiwała odgłosu samochodu,
    zawiadamiającego o powrocie Sama.
    Jednakże nie wrócił.
    W kilka godzin pózniej zmogło ją zmęczenie. Zasnęła skulona na
    sofie. Czekając na Sama.
    Obudziła się tuż po ósmej, sztywna i obolała po nocy spędzonej na
    sofie. Rzuciła się do oka i poczuła ucisk w dołku; wozu Sama nie było.
    Gdzie on jest?  zastanawiała się, idąc na górę. Czy w ogóle wróci?
    Pewnie, w końcu to jego dom. Mieszka tu, ale przypuśćmy...
    przypuśćmy, że teraz już nie ma tu dla niej miejsca. Musi się z nim
    zobaczyć, porozmawiać, powiedzieć, że miał rację i że strasznie go
    przeprasza.
    Wzięła prysznic, włożyła dżinsy i niebieską bawełnianą koszulkę,
    zadzwoniła do mamy Sama i przeprosiła, że nie może przyjść na
    spotkanie komitetu, ponieważ prawdopodobnie przeziębiła się wczoraj
    na deszczu. Pani Carter wyraziła współczucie i zaleciła kubek gorącej
    herbaty z miodem. Austin wymruczała jakieś podziękowanie.
    I dalej czekała na Sama.
    Póznym popołudniem zadzwonił Houston.
     Austin? Co do cholery jest grane?  rzucił do słuchawki zamiast
    powitania.
    RS
    110
     Grane?
     Sam zjawił się u mnie ubiegłej nocy pijany jal bela. Zanim z niego
    wyciągnąłem, o co poszło , pad! na sofie. Kiedy rano wychodziłem do
    pracy, ciągle jeszcze był nietrzezwy.
     Och, zacząłeś pracować?  powiedziała radośnie Austin.  To
    świetnie. Gdzie pracujesz?
     Zastępuję kumpla, brygadzistę, którego żona właśnie rodziła i, do
    diabła, co jest między wami? Wyśpiewaj no, Austin. Nie mam czasu.
     Och, Houston, popełniłam straszny błąd.
     To go napraw.
     Bardzo bym chciała. Będę próbować, ale niewiele mogę, kiedy
    Sama tu nie ma.
     Zjawi się. Zostawiłem w kuchni kawę i aspirynę. Obudzi się z
    takim kacem, że będzie się modlił, by u-mrzeć. Naprawdę się zalał.
     Wszystko przeze mnie  poskarżyła się Austin.
     O rany, teraz narzekasz? No dobra, supermózgu, skopsałaś sprawę,
    więc ją napraw, co by to nie było.
     Kocham go, Houston  powiedziała, pociągając nosem.
     Wiem o tym, duszyczko, i o tym, że on też cię kocha. Na tym
    polega cała różnica. Powodzenia. Jestem u siebie, gdybyś mnie
    potrzebowała, tak?
     Dzięki. Kochany jesteś. Buzka.
     Buzka, córka.
    Austin odłożyła słuchawkę i zapatrzyła się w przestrzeli. A więc Sam
    powinien się zjawić. Będzie mu wówczas mogła powiedzieć...
    Poderwała się na nogi.
     Nie powiedzieć  oznajmiła na głos.  Pokazać i powiedzieć.
    Tak. To jest to.
    Pochwyciła torebkę i wybiegła z domu.
     Zmierć  pomyślał Sam budząc się  byłaby błogosławieństwem."
    I z tą ponurą myślą niezwłocznie zapadł ponownie w sen.
    Około czwartej po południu oprzytomniał nieco, potoczył się do
    łazienki, zrzucił z siebie ubranie i wziął prysznic. Ogolił się brzytwą
    Houstona, przebrał w jego nie wyprasowane ubranie, przełkną! nieco
    kawy i zażył dwie aspiryny. Zadzwonił do sekretarki, przeprosił za
    ewentualne zamieszanie, dziękując Bogu za swoje szczęście  ojciec
    wyjechał, nie musiał więc spowiadać się z powodu nieobecności w
    pracy.
    RS
    111
    Postanawiając następnie, że mimo wszystko przeżyje, pomyślał o
    Austin. Znowu opanowały go czarne myśli. Tracił ją, myślał ponuro.
    Tracił ją na rzecz świata, na który całe życie czekała  świata
    akceptacji. Był większy, mocniejszy, ciekawszy niż jego miłość i ich
    wspólne plany na przyszłość.
    Do tego on sam pozwolił jej odejść.
    Była faktycznie jak nowo narodzony motyl. Była zbyt piękna, zbyt
    pełna życia, ekscytacji, chęci zbadania otwierających się przed nią dróg,
    żeby miał ją niewolić w ramionach. Nienawidził łapania motyli i
    przyszpilania ich do miejsc, z których nigdy już nie miały odlecieć. Nie
    mógł tego zrobić swojemu motylkowi, swojej Austin. Musiał pozwolić
    jej odejść.
    Z westchnieniem, prawie jęknięciem, podniósł się, napisał
    podziękowanie Houstonowi i opuścił mieszkanie. Czując się jak tchórz,
    postanowił nieco pojezdzić i dopiero potem wrócić do domu, by
    pożegnać się z Austin.
    Przemierzała nerwowo pokój, zatrzymując się często, by spojrzeć w
    okno, czy nie ma samochodu Sama. Letni wieczór szybko dobiegł końca
    i zapadała ciemność niczym powolna, sięgająca ziemi kurtyna.
    Miała na sobie kasztanowo-złoty żakiet, włosy rozczesała w
    spływające po plecach kaskady. Tak jak to lubił Sam.
    Jeśli nie przyjdzie, martwiła się gorączkowo, nigdy nie zobaczy jej
    włosów, ani nie dowie się, że nie miała nic pod żakietem.
     Do licha, Sam  powiedziała  przytaszcz tu wreszcie swą
    wspaniałą pupę.  Usłyszała podjeżdżające na podjazd auto.  Och,
    dobry Boże  powiedziała, kładąc rękę na łomocącym sercu.
    W kilka minut pózniej Sam wszedł do pokoju.
     Jak się masz, Austin  odezwał się cicho.  Przepraszam cię,
    jeśli się o mnie niepokoiłaś.
     Houston do mnie zadzwonił  wyjaśniła, szukając w jego twarzy
    jakiejś wskazówki. Nic.
    Obrzucił ją wzrokiem.
     Wyglądasz wspaniale, fantastycznie.
     Dziękuję. Sam, ja...
     Musimy porozmawiać.
     Tak, tak, musimy, ale chciałabym ci najpierw coś pokazać. Czy
    mógłbyś pójść ze mną do jadalni? Proszę cię.
    Lekko wzruszywszy ramionami, kiwnął głową, po czym podążył za
    nią. Austin odsunęła się na bok, żeby Sam widział cały stół. Wciągnęła
    RS
    112
    powietrze, przybrała anielską minę, po czym obserwowała, jak powoli
    podszedł do kantu stołu.
     Sam  powiedziała drżącym głosem.  Tyle mam ci do
    powiedzenia, ale pomyślałam, że może ci pokaże, że zrozumiałam mój
    błąd, moje pomieszanie wynikło z tego, że tak się zaangażowałam we
    wszystkie nowe, nagłe sprawy.
    Popatrzył na nią, następnie na stół.
     Widzisz, dopóki nie poszłam do instytutu, byłam szczęśliwa 
    ciągnęła.  Zawdzięczam to mojej cudownej rodzinie, faktowi, że oni
    nigdy nie dali się skołować. Oni nigdy nie zaangażowali się w mój
    geniusz, lecz po prostu traktowali mnie jak każdego z Tylerów.
     Mów dalej  poprosił, patrząc na nią.
     Nie wykorzystałam tej mądrości, uzyskując nagle akceptację. Nie
    myślałam w ogóle, tylko działałam. Strzeliłam gafę, straszliwą gafę, i
    przy okazji zraniłam ciebie. Tak mi strasznie przykro.
     Austin, ja...
     Proszę cię, pozwól mi dokończyć. Myślałam nad tym, co mi
    powiedziałeś, i wiem, że miałeś rację. Przypomniałam sobie wówczas,
    jak byłam młoda, kiedy to rodzina uczyła mnie  jak żyć. Mówiono o
    aprobacie, o priorytetach, o miłości, o rzeczach, których nigdy nie
    powinnam zapomnieć. Tak więc zaczynam od nowa. Stoję u drzwi
    prowadzących do obu skarbów, ale tym razem nie popędzę na oślep, lecz
    pójdę powoli i mądrze, pamiętając o tym, co ważne.
    Ruszyła, by zatrzymać się naprzeciw niego.
     Sam, zrób mi zaszczyt i usiądz ze mną do stołu, zagraj ze mną w
    wilka i owce. Czy mógłbyś spędzić spokojny, normalny szary wieczór,
    grając z kobietą, która kocha cię ponad wszystko?
     Och, Austin.
    Z gardła wyrwało się jej lekkie łkanie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • aureola.keep.pl