logo
 Pokrewne IndeksHoward Robert E. Conan Conan i prorok ciemnościJedwabne a zbrodnie na Kresach 1939 1941 prof. Jerzy Robert NowakMiloĹĄ JesenskĂ˝ & Robert Leśniakiewicz Tajemnica księżycowej jaskiniKościuszko Robert Wojownik Trzech CzasĂłw 1 ElezarIsaac Asimov & Robert Silverberg The Ugly Little BoyM165. Roberts Alison Prawdziwy tataForward, Robert L Rocheworld 3 Ocean Under the Ice02.Robert Ludlum Dziedzictwo ScarlattichHeinlein, Robert A Historia del Futuro IIIDon DeLillo Spadajć…c
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lafemka.pev.pl



  • [ Pobierz całość w formacie PDF ]

    bić. Ma wyczucie - dodał i pokiwał przy tym głową z mą
    drą miną. - I zdarzyło się, że dzięki niemu pomnożyłem
    również moje pieniądze, choć, oczywiście, nie na tak dużą
    skalę. - Razem wyszli ze stajni na słońce. Adelia milczała,
    zatopiona w rozważaniach nad tą nową stroną osobowości
    mężczyzny, któremu oddała serce.
    W dniu gonitwy Bluegrass Stakes niebo się zachmurzy
    ło. Powietrze było ciężkie. Ołowiane chmury zalegały
    w górze grubą warstwą. Adelia miała wrażenie, że napię
    cie przenikają całą, począwszy od okolic brwi, a kończąc
    na palcach u nóg. Chcąc oderwać myśli od zbliżającego się
    wyścigu, postarała się o to, by bez przerwy mieć zajętą
    zarówno głowę, jak i ręce. W pewnym momencie pod
    niosła wzrok i zobaczyła, że do budynku stajni wchodzi
    energicznym krokiem Travis. Kiedy się do niej zbliżył,
    pozdrowiła go uśmiechem.
    - Mam wrażenie, że gdybyś tylko mogła, przebrałabyś
    się w jedwabny kostium dżokeja i pojechała dziś na Maje-
    stym.
    - Chodzi o to - zaczęła, nieco uspokojona jego pogod
    ną miną - że byłabym wówczas mniej przerażona. Ale nie
    sądzę, by Steve'a to obeszło.
    - To prawda. - Jego słowom towarzyszyło powolne,
    uroczyste skinięcie głową. - Myślę, że masz rację. Chodz
    ze mną na trybuny. Teraz zajmie się nim Paddy.
    - Ale...
    IRLANDZKA WR%7łKA & 113
    Nie zważając na jej sprzeciw, ujął ją stanowczo pod
    ramię i szybko pociągnął do wyjścia.
    - Zaczekaj! - zawołała. Obróciła się na pięcie, prędko
    podbiegła z powrotem od Majesty'ego, zarzuciła mu ręce
    na szyję i coś szepnęła do ucha.
    Gdy znów znalazła się przy Travisie, popatrzył na nią
    uważnie, rozbawiony, a zarazem szczerze zaciekawiony.
    - Co mu powiedziałaś?
    Zamiast odpowiedzi, tylko tajemniczo się do niego
    uśmiechnęła. Kiedy podeszli blisko trybun, wetknęła rękę
    do tylnej kieszeni spodni, wyciągnęła stamtąd dwa bank
    noty i wcisnęła mu je w dłoń.
    - Postawisz zakład w moim imieniu? Nie wiem, jak to
    się robi.
    - Zakład? - powtórzył, patrząc na dwa zmięte banknoty
    jednodolarowe. Gdy w końcu uniósł wzrok, jego mina była
    stanowczo zbyt poważna. - Na kogo chcesz postawić?
    Słysząc to pytanie, zmarszczyła czoło, ale kiedy przy
    pomniała sobie niektóre sformułowania zasłyszane w staj
    ni, twarz jej się rozpogodziła.
    - Na Majesty'ego, naturalnie. %7łeby wygrał...
    Trzeba przyznać, że Travis zachował powagę.
    - Rozumiem. Cóż, pomyślmy... jego szanse są w tej
    chwili jak pięć do dwóch. - Ze ściągniętymi brwiami stu
    diował tablicę totalizatora. - Numer trzeci jest jak dzie
    więć do jednego, ale to zbyt ryzykowne nawet dla hazar-
    dzisty. Numer szósty to dwa do jednego. Powiedziałbym,
    że to dość konserwatywny wybór.
    114 IRLANDZKA WR%7łKA
    - Nie znam się na tym. - Machnęła bezradnie ręką.
    - Dla mnie to tylko zbiór numerków.
    - Adelio - powiedział powoli i lekko poklepał ją po
    ramieniu - nie wolno grać na wyścigach, jeśli się nie oceni
    prawdopodobieństwa wygranej. - Ponownie przeniósł
    wzrok na migające numery. - Trzy do jednego na numer
    drugi. To całkiem bezpieczna opcja, jeśli chce się obstawić
    porządek czy pierwszą trójkę. Na numer pierwszy jest
    osiem do pięciu.
    - Travis, od tego wszystkiego kręci mi się w głowie.
    Chcę tylko...
    - I piętnaście do jednego na numer piąty. - Znów po
    patrzył na dwa zmięte banknoty. - Gdyby wygrał, mogła
    byś zgromadzić niewielką fortunę.
    - Nie chodzi o pieniądze - sapnęła z irytacją. - To na
    szczęście.
    - Aha, rozumiem - uroczyście skinął głową, a potem
    wargi rozciągnęły mu się w uśmiechu, który z miejsca ogar
    nął całą twarz. - Nie należy drwić z irlandzkiego szczęścia.
    Chociaż przez chwilę rzucała mu dość ponure spojrze
    nia, objął ją ramieniem i poprowadził do okienka.
    Wkrótce stała obok niego i wlepiała oczy w tłumy wy
    pełniające trybuny. Któregoś dnia Travis powiedział jej, że
    ogromny stadion może pomieścić sto dwadzieścia pięć
    tysięcy widzów. Teraz zdawało się jej, że było ich co
    najmniej tylu. Od czasu do czasu pozdrawiali ich jacyś
    znajomi Travisa. Z trudem skrywała zażenowanie, czując
    na sobie ich zaciekawiony wzrok. Wkrótce jednak zapo-
    IRLANDZKA WR%7łKA * 115
    mnjała o zakłopotaniu, przejęta zbliżającym się startem.
    Obserwowała konie wchodzące na tor i jej oczy natych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • aureola.keep.pl