logo
 Pokrewne IndeksCarr William Guy, Pawns In The Game (1958) EditionWilliam Gibson Cykl San Francisco (2) IdoruWilliam Mark Simmons Undead 2 Dead on My FeetFaulkner William Wsciekłość i wrzaskBarret_William_E_ _Czarnoksieznik_scrWilliams Polly Bezradnik małżeńskiBurroughs William S. Nagi lunchWilliam K. Hartmann Mars UndergroundDziennik zakochanej nastolatki Baccalario Pierdomenico, Peruzzi ElenaHeath_Lorraine_ _Ta_jedna_lza
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • boatlife.htw.pl



  • [ Pobierz całość w formacie PDF ]

    zaniepokojony, ale zbyt pózno. Za obie pary przegubów schwy-
    ciły go czyjeś dłonie. Dostrzegł zielone mundury, żółte pasy
    i patki na kołnierzach. Strach pomknął mu po nerwach. Zapro-
    gramowane węże z metalu i plastiku owinęły mu się wokół
    nadgarstków. Silne ramiona postawiły na nogi. Stał odrętwiały
    ze wszystkimi czterema dłońmi w kajdankach.
    - Ubu Roy - powiedział wąsaty gliniarz w średnim wieku.
    Jego dwaj asystenci byli młodsi i bardziej umięśnieni. Starszy
    gliniarz wręczył Ubu wydruk. - Jesteś aresztowany. Przywłasz-
    czenie, oszustwo bankowe, fałszowanie danych.  Uciekinier"
    wraz z zawartością zostaje zajęty przez OttoBanąue jako kom-
    pensata opłat za wyłudzoną pożyczkę.
    Ubu gapił się na niego.
    - Gdzie jest moja siostra?
    - Zobaczysz ją niedługo. Wzięliśmy ją po południu.
    - Nie rozumiem tego wszystkiego - oznajmił z uporem.
    - Przeczytaj pismo, bossrajderze. - Gliniarz był znużony.
    Wielokrotnie wykonywał takie urzędowe czynności. - Jestem
    tylko chłopcem na posyłki, Ubu Roy - oznajmił. - Jeśli chcesz
    wyjaśnień, znajdz sobie adwokata. Im się płaci, by takie rzeczy
    rozumieli. Mnie nie.
    Powlekli go - nie stawiał oporu. Myślał o Szlamgrodzie,
    o życiu małolata na Angelice.
    Pomyślał o swojej siostrze i ból pozbawił go tchu.
    5
    Piękna Maria podeszła do drzwi ruroklitki, nacisnęła guzik
     Otwórz", pochyliła się i wkroczyła do środka.
    Ubu, z górnymi rękoma splecionymi nad głową, oglądał
    holoekscyt: tuż przed jego oczyma piraci kosmiczni pod wodzą
    Phila Mendozy gwałcili i zabijali. W koszu tkwiły puste butel-
    ki po piwie. Nie dojedzona chabanina leżała w kartonowym pu-
    dełku przy koi.
    - Idę na spacer - powiedziała Maria. - Chcesz iść ze mną?
    Ubu przeniósł na nią wzrok.
    - Raczej nie - odparł.
    Uklękła przy nim.
    - Powinieneś się stąd ruszyć.
    W przestrzeni między nimi eksplodowała holograficzna krew.
    - Przecież nie mamy dokąd iść.
    Maria spojrzała na brata.
    - To był twój strzał.
    - Nie przypominaj mi. - Znów śledził ekscyt.
    W serce Marii wlewał się smutek. Od chwili aresztowania
    Ubu prawie się nie ruszał, nie odzywał. Nie chciał wyjść na
    obrzeże, nie chciał nikogo widzieć.
    Maria odwróciła się i wyszła z rury. Kit de Suarez niecierpli-
    wie czekał na chodniku.
    - Nie pójdzie - oznajmiła Maria i zamknęła drzwi ruroklitki.
    Kit przyjął to z ulgą.
    - Szkoda - powiedział. Objął dziewczynę ramieniem.
    - Chcę mu pomóc - stwierdziła. - Uważa, że jest wszystkie-
    mu winien, a to nieprawda.
    - Przejdzie mu - odparł Kit bez przekonania w głosie.
    Maria nic nie odrzekła. Intensywnie rozmyślała.
    Areszt okazał się zadziwiająco łagodny. Gdy Maria i Ubu
    przekazali stacji swoje odciski palców i wzorce siatkówki, pro-
    kurator spojrzał w ich akta, ziewnął i doszedł do wniosku, że
    nie są agresywni. Zamiast obciążać małe więzienia, postano-
    wiono ulokować ich w dwóch ruroklitkach. Cztery razy dzien-
    nie musieli przykładać kciuki do skanerów umieszczonych
    w jednostkach komunikacyjnych, by potwierdzić, że nie znik-
    nęli ze stacji.
     Uciekinier" został zapieczętowany, zmieniono mu kody
    dostępu. Formalna rekwizycja statku pozostawała jedynie kwe-
    stią czasu.
    Jedynie Maxima nie udało się zatrzymać. Policjanci gonili
    kota po całym pokładzie, ale nie zdołali go pochwycić. Maxim
    mógłby przeżyć jeszcze kilka miesięcy, korzystając z automa-
    tycznych statkowych poideł i podajników jedzenia, ale wcześ-
    niej statek i tak zostanie najprawdopodobniej rozebrany, a jego
    napęd osobliwościowy sprzedany. Maria zaproponowała, że sa-
    ma złapie kota i gliny właśnie rozważały jej ofertę. Najwidocz-
    niej sprawdzano, czy OttoBanąue zalicza kota do aktywów
     Uciekiniera".
    Z audycji informacyjnej Angeliki Maria dowiedziała się,
    w jaki sposób ich wykryto. Kasyno Monte Carlo umieściło ich
    nazwiska w stacyjnym komputerze na liście osób podejrzanych
    i gdy Ubu ponownie ubiegał się o pożyczkę w OttoBanąue,
    bankowe komputery automatycznie odwołały się do tej listy,
    znalazły nazwisko Ubu i zaalarmowały nadzorującego system
    człowieka. Ten dopiero po kilku dniach spojrzał na wniosek;
    wówczas sprawdził oprogramowanie systemowe, by przekonać
    się, czy przy nim nie majstrowano. Wtedy wezwał policję.
    Maria odniosła wrażenie, że tak naprawdę bank chciał wie-
    dzieć, jak to zrobiono. Muszą albo zaproponować pieniądze.
    albo wycofać oskarżenie - inaczej OttoBanąue pozostanie na
    etapie domysłów. Maria zamierzała trzymać się swej wersji:
    skoro przedłużono jej pożyczkę, w programie musiał być jakiś
    kiks; nie spodziewała się przychylnego załatwienia podania
    i była nawet zdziwiona, gdy dostała odpowiedz pozytywną.
    Sprawy czekały na dalsze sprecyzowanie.
    - Ty jesteś Piękna Maria, tak? Mam na imię Oswald.
    - Idz sobie.
    - No, strzelczyni, chciałem tylko porozmawiać. Może mógł-
    bym ci pomóc.
    Oswald, wysoki, o miękko monowanym ciele, głos miał za-
    dziwiająco łagodny i nadzwyczaj przymilny. Może kiedyś był
    strzelcem, który zbankrutował na Rubieżach i musiał sobie po-
    szukać innego zajęcia.
    Maria zauważyła, że nie jest w tym zbyt sprawny - większość
    alfonsów pojawiła się już w dwie godziny po jej aresztowaniu.
    - Odczep się - powiedziała.
    Przywarła do Kita, objęła go. Ruszyli ulicą. Mężczyzna
    szedł za nimi, gestami białych wypielęgnowanych rąk podkreś-
    lał wypowiadane słowa.
    - Nie masz pieniędzy, zgadza się? Musisz zapłacić prawni-
    kom, pokryć rachunki. A tu pełno ludzi z forsą. Powinnaś tyl-
    ko znalezć kogoś, kto cię przedstawi odpowiednim osobom.
    Kit odwrócił się do niego.
    - Zjeżdżaj albo zginiesz - powiedział.
    Oswald spojrzał z niedowierzaniem, wzruszył ramionami.
    - Porozmawiamy kiedy indziej - powiedział, patrząc na Ma-
    rię. Strzelił oczami w kierunku Kita. - A z tobą może się jesz-
    cze zobaczymy.
    - Kiedy tylko zechcesz.
    Maria i Kit poszli dalej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • aureola.keep.pl